Przepraszam, czy tu biją?
Akcja w filmie Marka Piwowskiego z którego zaczerpnąłem tytuł jest prowokująca, podstępna i cofa nas do czasów PRL-u.W tym co Wam przytoczę raczej ukazuje się przyszłość ''normalnego
kibicowania'' w stosunku do polskich realiów. Z małymi wyjątkami.
Jakimi? Jeśli chcesz przeczytać...
Nie. Nie musisz płacić. Znajdz troszkę czasu i czytaj moje osobiste spostrzeżenia i wspomnienia.
Skąd w ogóle taki tytuł? Po ostatnim meczu na którym byłem Philadelphia Flyers z New York Rangers w Madison Square Garden podzieliłem się na Twitterze kilkoma krótkimi uwagami oraz zdjęciami.
Nie było moją intencją ''chwalenie się'' lecz podzielenie się faktami czy ciekawostkami dotyczącymi meczu czy jego otoczki. Wcześniej już otrzymywałem zapytania kibiców z Polski o takie właśnie sprawy drugoplanowe związane z meczem NHL.
Od statystyk oraz fachowych spostrzeżeń uważam że są lepsi ode mnie. Powtarzało się również pytanie o to czy na meczach NHL kibice się biją?
Czy są tzw. zadymy?
Na mecze NHL nie chodzę regularnie. Jest to temat złożony i na taki stan rzeczy składa się wiele czynników począwszy od cen biletów, możliwości ich zakupu, ograniczeń z powodu pracy,odległości itp. Jednak pewną dwucyfrową ilość meczy mam ''zaliczoną'' i mogę cos na ten temat
powiedzieć.
Dodam że są też w tym ''zaliczeniu'' mecze wyjazdowe.
Kierując się w stronę MSG w dniu meczu można już od około 2 – 3 godzin przed meczem zauważyć zmierzających tam kibiców w barwach NY Rangers. Ale nie tylko...
Idą lub jadą metrem również fani drużyny przeciwnej. Osobiście doznałem takiego spotkania w jadac na mecz z Flyers w styczniu tego roku. W tym samym pociągu i w tym samym wagonie spotkaliśmy się oko w oko z jadącymi na Brooklyn fanami Islanders (w ten sam dzień grali z NJ Devils).
Dwie czarne koszulki Wyspiarzy kontra biała i niebieska bluza Strażników.
Ojciec i syn vs chłopak i dziewczyna.
Bluzy: Lundqvist i "no name" naprzeciw Tavares i Barzal. Psychologicznie mieli przewagę po ostatniej wygranej z ''nami" 7-2.
Hi vs Hi.
15 minutową podróż odbyliśmy łypiąc na siebie oczami od czasu doczasu ciszy. Pewnego rodzaju duma naprzeciw urażonej ambicji chyba nie pozwoliła na dialog.
Na Manhattanie każdy pojechał w swoją stronę mijając się na stacji metra z nadciągającymi od strony New Jersey fanami Devils.
Spokój. Nic. Kultura. Inaczej trochę to wygląda gdy jadą grupki młodszych kibiców różnych drużyn i spotykają się w przejściach lub zmierzają do wejść na
halę. Przekrzykują się, dokuczają słownie. Lecz najczęściej kończy się to śmiechem.
W czasie meczu ogólnie jest spokojnie. Na trybunach siedzą np. fani Flyers wymieszani z miejscowymi fanami Rangers.
Pada gol dla gości. Kibice ich drużyny wstają bija brawo, cieszą się. Przy golu na 1 do zera jest w porządku. Przy wyższym prowadzeniu słychać pojedyncze okrzyki aby siadali, nie zasłaniali. Przy prowadzeniu gospodarzy raczej siedzą spokojnie i po reakcji radości nadal wspólnie komentują wydarzenia na lodzie. Często po
prostu są to ludzie którzy przyjechali do NY do pracy czy na studia. Idą razem na mecz ze swoimi kolegami z pracy czy ze szkoły. Ludzie w koszulkach różnych klubów stoją w kolejkach po piwo, do toalety, robią sobie zdjęcia. Kultura.
Istnieją jednak jakieś zaszłości i zatargi. Kilka lat temu pobity poważnie został fan Rangers w Filadelfii. Może nie byłoby to
mocno nagłośnione ( na pewno powinno być piętnowane) ale pobitym okazał się oficer NYPD który pojechał tam prywatnie z przyjaciółmi.
Z kolei ja miałem doświadczenie w Bostonie. Pojechaliśmy na jeden z meczy playoff.
Przed meczem chodziliśmy w koszulkach Rangers po mieście, robiliśmy zdjęcia i poza drobnymi żartami typu że daremna podróż nie doznaliśmy żadnej agresji. Wręcz sympatii.
Kupiliśmy wcześniej przez internet bilety jakie można było kupić i na jakie nas było stać. Siedzieliśmy 5 osobową grupą wśród fanów Bruins. W niedalekiej odległości również siedzieli kibice z NY. Za nami w rzędzie siedzieli ''wstawieni'' miejscowi goście.
Niesamowicie darli nam się nad głowami, tak że często czułem krople śliny spadające mi na szyję. Im dalej w mecz tym gorzej. Potem już skakali z otwartymi torsami i krzywo namalowanymi literami BRUINS. Kiedy Rangers strzelili gola naturalnie skoczyliśmy do góry i cieszyliśmy się. Panowie z rzędu wyżej jednak nie byli szczęśliwi.
Popchnęli dziewczynę naszego kolegi, ja poczułem klepnięcie w plecy. No co?
Odwracam się i nie zdążyłem nic powiedzieć kiedy przed swoim nosem
czułem zapach piwa z ust krzyczących w moją stronę "fu..ing Rangers" fanow Bruins.
Odepchnąłem gościa i ręce poszły w ruch. Typowa góralska ''sarpacka''.
Jednak trzezwy umysł wziął górę nad wydarzeniami. 5 godzin jazdy, 300$ na
głowę za bilety i podróż do Bostonu i mają mnie wyprowadzić? Na szczęście byli tam też normalni kibice. Załagodzili sytuację i jak przyszła ochrona powiedzieli że wszystko jest OK.
New York Rangers tamten mecz przegrali 4-1 a mnie został on w pamięci.
Zgoła odmienną sytuacją są zamieszki po przegranych meczach lub seriach meczy. Wielu z Was którzy to czytają może nie pamietają sytuacji z 1994 kiedy Rangers wygrali siódmy decydujący mecz o Puchar Stanley'a. W Vancouver wybuchły zamieszki na ulicach. Płonęly samochody, dewastowano sklepy. Mój kolega z Nowego Targu był tam w tamtym czasie u
rodziny i opowiadał że wyglądało to jak jakaś wojna a ludzie wdrapywali się na słupy elektryczne aby odciąć przewody...
Z kolei w 2008 roku zamieszki były w Montrealu po wygranym meczu z Briuns który dawał Habs awans do kolejnej rundy playoff.
Dwa przypadki spowodowane frustracją i radością.
Mój syn kiedyś powiedział że rozmawiali w szkole na temat sportów i wpływu danej
dyscypliny na społeczeństwo. Najbardziej popularny sport na świecie piłka nożna jest kontaktowy jednak zawodnicy nie biją się między sobą w ramach przepisów. Ale na
trybunach i poza nimi na szeroką skalę biją ( a nawet zabijają się) fani drużyn. W USA
najbardziej kontaktowym sportem jest chyba football amerykański. Zawodnicy również nie wymierzają sobie sami sprawiedliwości. I kibice na dużą skalę również nie okładają się
pięściami.
Hokej pozwala na wiele. Jedyna drużynowa dyscyplina gdzie począwszy od ubrania całego tego ekwipunku, przez umiejętność jazdy na łyżwach, operowania kijem, dbaniem o swoje kości aż po sztukę zdobywania bramek to cały czas trzeba mieć głowę na karku. Niektórzy z zawodników jeszcze twarde pięści. Może szacunek kibica dla całokształtu hokeisty i jego pracy powoduje że nie przenosi się agresji na trybuny w tak wielkim stopniu.
Może to kultura wychowania, przyzwyczajeń społeczeństwa w jakim się wzrasta.
Wydaje mi się że psychologowie, socjolodzy czy inni naukowcy jeszcze prędko nie znajdą odpowiedzi co siedzi w głowach zwykłych kibców "Januszy", fanów, ultrasów, kiboli czy huliganów.
Podsumowując stwierdzam że w Polsce idąc na wiele wydarzeń sportowych lub będąc w danym mieście z barwami swojego klubu trzeba mieć na uwadze tytułowe pytanie.
Idąc na mecz NHL czy na inny sport w USA czy Kanadzie nie trzeba.
Można chodzić spokojnie czego sportowym kibicom w Polsce życzę.
Akcja w filmie Marka Piwowskiego z którego zaczerpnąłem tytuł jest prowokująca, podstępna i cofa nas do czasów PRL-u.W tym co Wam przytoczę raczej ukazuje się przyszłość ''normalnego
kibicowania'' w stosunku do polskich realiów. Z małymi wyjątkami.
Jakimi? Jeśli chcesz przeczytać...
Nie. Nie musisz płacić. Znajdz troszkę czasu i czytaj moje osobiste spostrzeżenia i wspomnienia.
Skąd w ogóle taki tytuł? Po ostatnim meczu na którym byłem Philadelphia Flyers z New York Rangers w Madison Square Garden podzieliłem się na Twitterze kilkoma krótkimi uwagami oraz zdjęciami.
Nie było moją intencją ''chwalenie się'' lecz podzielenie się faktami czy ciekawostkami dotyczącymi meczu czy jego otoczki. Wcześniej już otrzymywałem zapytania kibiców z Polski o takie właśnie sprawy drugoplanowe związane z meczem NHL.
Od statystyk oraz fachowych spostrzeżeń uważam że są lepsi ode mnie. Powtarzało się również pytanie o to czy na meczach NHL kibice się biją?
Czy są tzw. zadymy?
Na mecze NHL nie chodzę regularnie. Jest to temat złożony i na taki stan rzeczy składa się wiele czynników począwszy od cen biletów, możliwości ich zakupu, ograniczeń z powodu pracy,odległości itp. Jednak pewną dwucyfrową ilość meczy mam ''zaliczoną'' i mogę cos na ten temat
powiedzieć.
Dodam że są też w tym ''zaliczeniu'' mecze wyjazdowe.
Kierując się w stronę MSG w dniu meczu można już od około 2 – 3 godzin przed meczem zauważyć zmierzających tam kibiców w barwach NY Rangers. Ale nie tylko...
Idą lub jadą metrem również fani drużyny przeciwnej. Osobiście doznałem takiego spotkania w jadac na mecz z Flyers w styczniu tego roku. W tym samym pociągu i w tym samym wagonie spotkaliśmy się oko w oko z jadącymi na Brooklyn fanami Islanders (w ten sam dzień grali z NJ Devils).
Dwie czarne koszulki Wyspiarzy kontra biała i niebieska bluza Strażników.
Ojciec i syn vs chłopak i dziewczyna.
Bluzy: Lundqvist i "no name" naprzeciw Tavares i Barzal. Psychologicznie mieli przewagę po ostatniej wygranej z ''nami" 7-2.
Hi vs Hi.
15 minutową podróż odbyliśmy łypiąc na siebie oczami od czasu doczasu ciszy. Pewnego rodzaju duma naprzeciw urażonej ambicji chyba nie pozwoliła na dialog.
Na Manhattanie każdy pojechał w swoją stronę mijając się na stacji metra z nadciągającymi od strony New Jersey fanami Devils.
Spokój. Nic. Kultura. Inaczej trochę to wygląda gdy jadą grupki młodszych kibiców różnych drużyn i spotykają się w przejściach lub zmierzają do wejść na
halę. Przekrzykują się, dokuczają słownie. Lecz najczęściej kończy się to śmiechem.
W czasie meczu ogólnie jest spokojnie. Na trybunach siedzą np. fani Flyers wymieszani z miejscowymi fanami Rangers.
Pada gol dla gości. Kibice ich drużyny wstają bija brawo, cieszą się. Przy golu na 1 do zera jest w porządku. Przy wyższym prowadzeniu słychać pojedyncze okrzyki aby siadali, nie zasłaniali. Przy prowadzeniu gospodarzy raczej siedzą spokojnie i po reakcji radości nadal wspólnie komentują wydarzenia na lodzie. Często po
prostu są to ludzie którzy przyjechali do NY do pracy czy na studia. Idą razem na mecz ze swoimi kolegami z pracy czy ze szkoły. Ludzie w koszulkach różnych klubów stoją w kolejkach po piwo, do toalety, robią sobie zdjęcia. Kultura.
Istnieją jednak jakieś zaszłości i zatargi. Kilka lat temu pobity poważnie został fan Rangers w Filadelfii. Może nie byłoby to
mocno nagłośnione ( na pewno powinno być piętnowane) ale pobitym okazał się oficer NYPD który pojechał tam prywatnie z przyjaciółmi.
Z kolei ja miałem doświadczenie w Bostonie. Pojechaliśmy na jeden z meczy playoff.
Przed meczem chodziliśmy w koszulkach Rangers po mieście, robiliśmy zdjęcia i poza drobnymi żartami typu że daremna podróż nie doznaliśmy żadnej agresji. Wręcz sympatii.
Kupiliśmy wcześniej przez internet bilety jakie można było kupić i na jakie nas było stać. Siedzieliśmy 5 osobową grupą wśród fanów Bruins. W niedalekiej odległości również siedzieli kibice z NY. Za nami w rzędzie siedzieli ''wstawieni'' miejscowi goście.
Niesamowicie darli nam się nad głowami, tak że często czułem krople śliny spadające mi na szyję. Im dalej w mecz tym gorzej. Potem już skakali z otwartymi torsami i krzywo namalowanymi literami BRUINS. Kiedy Rangers strzelili gola naturalnie skoczyliśmy do góry i cieszyliśmy się. Panowie z rzędu wyżej jednak nie byli szczęśliwi.
Popchnęli dziewczynę naszego kolegi, ja poczułem klepnięcie w plecy. No co?
Odwracam się i nie zdążyłem nic powiedzieć kiedy przed swoim nosem
czułem zapach piwa z ust krzyczących w moją stronę "fu..ing Rangers" fanow Bruins.
Odepchnąłem gościa i ręce poszły w ruch. Typowa góralska ''sarpacka''.
Jednak trzezwy umysł wziął górę nad wydarzeniami. 5 godzin jazdy, 300$ na
głowę za bilety i podróż do Bostonu i mają mnie wyprowadzić? Na szczęście byli tam też normalni kibice. Załagodzili sytuację i jak przyszła ochrona powiedzieli że wszystko jest OK.
New York Rangers tamten mecz przegrali 4-1 a mnie został on w pamięci.
Zgoła odmienną sytuacją są zamieszki po przegranych meczach lub seriach meczy. Wielu z Was którzy to czytają może nie pamietają sytuacji z 1994 kiedy Rangers wygrali siódmy decydujący mecz o Puchar Stanley'a. W Vancouver wybuchły zamieszki na ulicach. Płonęly samochody, dewastowano sklepy. Mój kolega z Nowego Targu był tam w tamtym czasie u
rodziny i opowiadał że wyglądało to jak jakaś wojna a ludzie wdrapywali się na słupy elektryczne aby odciąć przewody...
Z kolei w 2008 roku zamieszki były w Montrealu po wygranym meczu z Briuns który dawał Habs awans do kolejnej rundy playoff.
Dwa przypadki spowodowane frustracją i radością.
Mój syn kiedyś powiedział że rozmawiali w szkole na temat sportów i wpływu danej
dyscypliny na społeczeństwo. Najbardziej popularny sport na świecie piłka nożna jest kontaktowy jednak zawodnicy nie biją się między sobą w ramach przepisów. Ale na
trybunach i poza nimi na szeroką skalę biją ( a nawet zabijają się) fani drużyn. W USA
najbardziej kontaktowym sportem jest chyba football amerykański. Zawodnicy również nie wymierzają sobie sami sprawiedliwości. I kibice na dużą skalę również nie okładają się
pięściami.
Hokej pozwala na wiele. Jedyna drużynowa dyscyplina gdzie począwszy od ubrania całego tego ekwipunku, przez umiejętność jazdy na łyżwach, operowania kijem, dbaniem o swoje kości aż po sztukę zdobywania bramek to cały czas trzeba mieć głowę na karku. Niektórzy z zawodników jeszcze twarde pięści. Może szacunek kibica dla całokształtu hokeisty i jego pracy powoduje że nie przenosi się agresji na trybuny w tak wielkim stopniu.
Może to kultura wychowania, przyzwyczajeń społeczeństwa w jakim się wzrasta.
Wydaje mi się że psychologowie, socjolodzy czy inni naukowcy jeszcze prędko nie znajdą odpowiedzi co siedzi w głowach zwykłych kibców "Januszy", fanów, ultrasów, kiboli czy huliganów.
Podsumowując stwierdzam że w Polsce idąc na wiele wydarzeń sportowych lub będąc w danym mieście z barwami swojego klubu trzeba mieć na uwadze tytułowe pytanie.
Idąc na mecz NHL czy na inny sport w USA czy Kanadzie nie trzeba.
Można chodzić spokojnie czego sportowym kibicom w Polsce życzę.
Komentarze
Prześlij komentarz